niedziela, 27 listopada 2011

Occupy NY

Occupy Wall Street to temat codziennie obecny na pierwszych stronach gazet. Byłam w miasteczku namiotowym 12 listopada. Młodzi ludzie wymachiwali transparentami. Staruszki ubrane w kolorowe stroje śpiewały pieśni o pokoju i wolności. Sprzedawcy oferowali turystom pamiątkowe koszulki. Protest przeciwko kapitalistom, ale przecież na bajgla trzeba zarobić.





Na Manhattanie panowała atmosfera radosnej zabawy. Dodatkowo, pogoda sprzyjała protestującym. Jeśli ktoś miał nadzieję, że miasteczko namiotowe wywieje listopadowy wiatr, to się pomylił. Było 15 st. C i świeciło słońce. Pod pomnikiem Waszyngtona, który dumnie spogląda na nowojorską giełdę, facet w przebraniu klauna pozował do zdjęć z ciastem ozdobionym napisem: Occu-Pie. Demonstracja czy performance?



Gazety narzekają, że ruch nie ma jasno określonych postulatów. Ale czy sprzeciw wobec plutokracji to nie wystarczający postulat? Przecież Bostończycy, wyrzucając do oceanu herbatę, tez nie pisali jeszcze amerykańskiej konstytucji…

Moja przyjaciółka mieszka w apartamentowcu na rogu Park Av. i 95 ulicy. Wprowadził się tam w latach 70., kiedy cały rejon na północ od 96 ulicy uważano za szemrany. Tam zaczynał się Harlem. Tam mieszkali czarni. Moja przyjaciółka pamięta koncert jazzowy, na którym ona i jej mąż byli jedynymi białymi słuchaczami. A dziś mieszkają w sąsiedztwie nowojorskiej finansjery! Bankierzy i maklerzy mają apartamenty z widokiem na Central Park i ochroniarzy w uniformach. Tu odpoczywają po ciężkim dniu spędzonym na Wall Street. Tutaj nie hałasują protestujący.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz